sobota, 12 lutego 2011

Smak dzieciństwa, czyli jedzenie niemowlaków w dorosłym wydaniu

Dzisiaj na tapecie ciastka z kleiku ryżowego. Proste, aromatyczne i chrupiące. Co warte podkreślenia będą idealnym SPA dla Twoich dłoni.  Podwędź więc trochę jedzonka swojemu dzieciakowi i do dzieła ;).

Co będzie potrzebne:

  • opakowanie kleiku ryżowego
  • kostka margaryny (lub masła)
  • 5 łyżek wiórków kokosowych (możesz dać więcej jak lubisz)
  • pół szklanki cukru
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 jajka
  • kilka kropel aromatu pomarańczowego ( ale możesz dać inny, który lubisz)

Co z tym robimy:

Kostkę masła wyciągamy z lodówki, żeby zrobiła się bardziej miękka. Wrzucamy do miski i dosypujemy pozostałe składniki i dodajemy kilka kropel aromatu (albo nie, jak nie masz ochoty). I teraz czas na relaks. Powoli zagniatasz wszystkie składniki na jednolitą masę a Twoje dłonie robią się coraz bardziej gładkie i nawilżone…

No dobra, koniec SPA, powróćmy do ciastek. Z naszej masy formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Następnie przygniatamy kulki palcem robiąc w nich niewielkie wgłębienie. Teraz ciastka mogą wylądować  w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni na jakieś 15-25 min. 



A teraz jeszcze słów kilka o tym po co nasze ciastka mają dziurkę :D Owe magiczne wgłębienie powstało po to, by mógłbyś (-abyś) wlać w nie rozpuszczoną czekoladę, nałożyć ulubiony dżem lub powidła, albo… po prostu użyj swojej kreatywności :D



niedziela, 6 lutego 2011

Marchewka…

No marchewka na diecie już bokiem wychodzi… ale tym razem pojawi się w nieco bardzo przystępnej formie, ba… nawet ciut zakazanej, bo zrobimy ciasto. 

Słodycze teoretycznie są zbanowane,  ale kawałek tego ciasta nie sprawi, że wasze dietowe zmagania legną w gruzach…. tylko pamiętajcie - kawałek!!! Nie cała blaszka! Jak za bardzo Cię korci to podziel się z sąsiadami albo kolegami z pracy.



Przepis jak zwykle gdzieś tam znaleziony i oczywiście zmodyfikowany zgodnie z zasadą, że żaden nie jest tak idealny, żebym nie mogła go zmienić ;)

Co będzie potrzebne:

3 duże marchewki (albo 4 małe)
2 szklanki mąki razowej – Nie. Nie może być biała!!! Ja użyłam orkiszowej typ 1100
1 szklanka oleju
4 jajka
1 szklanka cukru ( w przepisie było 1,5 – no ale jak dieta to dieta)
garść posiekanych orzechów włoskich
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżeczki cynamonu

Co  z tym robimy:

Marchewkę trzemy na małych oczkach. Daruj sobie robota kuchennego, używając zwykłej tarki stracisz więcej kalorii. Jajka wbijamy do miski, dosypujemy cukier i ubijamy trzepaczką (komentarz dla amatorów: piana to z tego nie wyjdzie….). Następnie porcjami dosypujemy szklankę mąki i łączymy na jednolitą masę. Później partiami dolewamy olej (cały czas mieszając na jednolitą masę) oraz drugą szklankę mąki. Dosypujemy proszek do pieczenia i cynamon – dalej mieszamy, aż w reszcie dorzucamy startą marchewkę i posiekane orzechy. Naszą masę wylewamy do wyłożonej papierem formy i wkładamy do rozgrzanego piekarnika.

Z piekarnikiem to zawsze jest problem…mój jest chujowy. Wg przepisu piecze się 30 min w 180 stopniach, ale że ja używam urządzeń specjalnej troski piekłam prawie godzinę w dużo niższej temp.

Ciasto można sprawdzać „na patyczek” – jak jest suchy to się upiekło.


Można je polać lukrem i posypać utartą skórką cytrynową, przekładać kremem budyniowym – ale to Was na diecie średnio interesuje ;)

Smacznego !!!